Gdy dążymy do wygody, mów tak długo o prywatności

Ilustracja drogowego znaku ostrzegawczego, który mówi


Wszyscy jesteśmy winni tego samego.

W pogoni za pobieraniem i instalowaniem aplikacji beztrosko przeglądamy wszystkie niezbędne uprawnienia bez nawet drugiego spojrzenia. Facebook chce nagrywać dźwięk? Absolutnie. Gmail potrzebuje dostępu do naszych kontaktów telefonicznych? Ty stawiasz Instagram chce podsłuchiwać naszą kamerę? Ma sens!

To podobna historia, gdy polegamy na Facebooku lub Google do logowania na stronach takich jak Soundcloud lub Airbnb. W końcu, kto nie lubi logowania jednym kliknięciem? Jest to o wiele łatwiejsze niż uciążliwy proces rejestracji przez rejestrację e-mail.

Niektórzy z nas mogą nie zdawać sobie sprawy, że im więcej punktów danych dostarczamy firmom technologicznym, tym stają się mądrzejsi (i bardziej inwazyjni). Inni mogą wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to zło konieczne; w końcu technologia nie może nam służyć, chyba że wie więcej o naszych nawykach i preferencjach.

Jeśli pomyślisz o samym zasięgu, jaki technologia ma w naszym życiu, punkty danych są oszałamiające. Zapomnij o nawykach przeglądania i polubieniach w mediach społecznościowych; produkty technologiczne znają nasze codzienne dojazdy, rodzaj muzyki, której słuchamy w samochodzie, jedzenie, które lubimy, a może nawet nasze prywatne rozmowy.

Według badań przeprowadzonych przez University of Pennsylvania Amerykanie nie bardzo lubią kompromis, ale większość respondentów po prostu pogodziła się z nieuchronnością rezygnacji z danych osobowych w zamian za wygodę technologii.

Badanie dodaje, że ludzie nie czują się tak, jakby byli w stanie dokonać wyboru i że „daremne jest zarządzanie tym, co firmy mogą się o nich dowiedzieć”. Chociaż nie chcą stracić kontroli nad swoimi informacjami, są bezsilni, aby temu zapobiec.

Dokąd z tym idziemy?

Powiedzenie, że Internet był jednym z najbardziej transformujących wynalazków we współczesnej historii, nie byłoby trudnością. Zbiorowe korzyści płynące z Internetu są oszałamiające: przełamuje bariery w dostępie do informacji i zdemokratyzowany dostęp do wiedzy na niespotykany dotąd poziom.

Pomagał ludziom uciec od ubóstwa, uczyć się nowych umiejętności, angażować się w transakcje finansowe, przyczyniać się do światowej gospodarki i otwierać możliwości zatrudnienia na niespotykaną dotąd skalę.

Programiści z Indii mogą pracować nad projektami w Stanach Zjednoczonych po prostu z działającym połączeniem internetowym. Usługi oprogramowania są dostarczane za pośrednictwem chmury do klientów na całym świecie. Aplikacje do wideokonferencji pomagają rodzinom pozostać w kontakcie. Krótko mówiąc, świat byłby biedniejszym miejscem bez Internetu. Nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych zgadza się: w 2016 r. Ogłosiła internet jako podstawowe prawo człowieka, marszcząc brwi przy próbach cenzury lub ograniczenia dostępu.

Jednak dzisiejszy Internet przekształcił się w mechanizm nadzoru i śledzenia, zmonopolizowany przez firmy z głębokimi kieszeniami i ogromną wagą legislacyjną. Nie tak wyobrażali to pierwotni założyciele.

Tim Berners Lee – człowiek, któremu przypisuje się pomysł na autostradę informacyjną – dwa lata temu napisał pełen entuzjazmu „The Guardian”, wzywając do fundamentalnej transformacji sieci. Napisał, że zbyt daleko mu było do jego pierwotnego pragnienia „otwartej platformy, która umożliwiłaby każdemu, wszędzie dzielenie się informacjami, dostęp do możliwości i współpracę ponad granicami geograficznymi i kulturowymi”.

Przede wszystkim martwi Lee, że ludzie stracili kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Stwierdza, że ​​powszechne gromadzenie danych przez firmy prowadzi do gwałtownego ograniczenia swobód, szczególnie w krajach o represyjnych reżimach, które są w stanie zmusić firmy do udostępniania zebranych informacji.

Najcenniejszy zasób na świecie?

„The Economist” w jednym z komentarzy z 2017 r. Starannie podsumował zapotrzebowanie na dane osobowe, deklarując, że najcenniejszym zasobem na świecie nie była już ropa, ale dane. I trudno jest kłócić się z przytoczonymi przyczynami: zakup WhatsApp za 22 miliardy USD na Facebooku, fakt, że Alphabet, Google, Apple i Facebook należą do najcenniejszych firm na świecie, a Tesla jest warta więcej niż General Motors, pomimo sprzedaży części tej samej liczby samochodów.

Czy jako żarłoczni konsumenci usług internetowych i produktów podłączonych do Internetu mamy wybór? A gdy przejdziemy do przyszłości połączonych i inteligentnych miast, czy jeszcze bardziej zanurzymy się w mechanizmie gromadzenia przez rząd informacji o jego obywatelach?

Nie próbuję pomijać pozytywnych elementów inteligentnych miast. Jeśli zostaną właściwie wykonane, mogą zwiększyć bezpieczeństwo naszych dróg, wykrywać i zapobiegać epidemiom, skutecznie monitorować zużycie energii i ograniczać zanieczyszczenie. Żaden mieszkaniec nie odmówiłby tego.

Ale potencjalne zagrożenia dla prywatności są trudne do zignorowania. Przykładem jest projekt Sidewalk Lab firmy Alphabet w Toronto. Początkowo ogłoszony przez premiera Justina Trudeau jako „prężny ośrodek innowacji”, projekt zyskał spory udział w kontrowersjach, w tym rezygnacji Ann Cavoukian, która była dyrektorem ds. Prywatności projektu.

Cavoukian zrezygnowała w zeszłym roku, twierdząc, że wprowadzono ją w błąd co do zasad gromadzenia danych. Zgodziła się wziąć udział w inicjatywie po zapewnieniu, że wszystkie dane zebrane w projekcie Sidewalk Lab zostaną wyczyszczone, ale została później poinformowana, że ​​osoby trzecie mogą uzyskać dostęp do możliwych do zidentyfikowania informacji.

„Wyobraziłam sobie, że stworzymy Inteligentne Miasto Prywatności, w przeciwieństwie do Inteligentnego Miasta Nadzoru”, napisała w liście rezygnacyjnym.

Członek panelu doradczego projektu również zrezygnował, powołując się na nierozwiązane obawy dotyczące prywatności. Ale czy projekt utknął w martwym punkcie? Przynajmniej nie na razie.

To prowadzi nas z powrotem do podstawowych pytań. Jak wiele z naszego życia osobistego chcemy poświęcić dla większej wygody? Jeśli rządy podejmą decyzję o przejściu na inteligentne miasta, czy mamy coś do powiedzenia w tej sprawie? A co w ogóle jest ostatnim punktem zwrotnym?

Niestety, w oparciu o najnowsze trendy, wydaje się, że wzruszymy ramionami i przejdziemy dalej. Może być kilka odmiennych głosów i gniewnych głosów. Ale wrócimy do domu i poprosimy Alexę o odtworzenie naszej ulubionej muzyki. Uber Eats dostarczy naszą pizzę. Prywatność może poczekać kolejny dzień.

Kim Martin Administrator
Sorry! The Author has not filled his profile.
follow me
    Like this post? Please share to your friends:
    Adblock
    detector
    map